NOWOŚĆ

Milion na milion – 0 zł prowizji

paymove
Zaloguj sięEN

Zbiórka datków w muzeum: puszka przyjmuje tylko to, czego nikt już nie nosi

Bezgotówkowo przechodzi 71% transakcji, a puszka przyjmuje tylko monety. Ile kosztuje urządzenie do datków i gdzie wypada granica opłacalności.

Zespół Paymove
Zbiórka datków w muzeum — płatność bezgotówkowa zamiast puszki

Puszka na datki jest najstarszym działającym urządzeniem płatniczym w polskiej instytucji kultury. Stoi przy wyjściu albo obok kasy biletowej, nie ma umowy, nie ma abonamentu i nikt nigdy nie policzył jej konwersji. Obsługuje dokładnie jeden instrument – monetę, w tym dwa nominały, o których wycofanie z obiegu płyną dziś do Narodowego Banku Polskiego petycje.

Kiedy w tej puszce zbiera się mniej, w instytucji pada najczęściej wyjaśnienie o spadku chęci. Warto je sprawdzić, bo jest sprawdzalne i od odpowiedzi zależy, czy problem leży w ludziach, czy w sposobie zbierania.

Co nam mówi 2,6 mld zł z 1,5 proc. podatku?

Z rozliczenia PIT za 2025 rok organizacje pożytku publicznego dostały ponad 2,6 mld zł z 1,5 proc. podatku. Skorzystało z tego 17,2 mln podatników(-czek), czyli o niemal milion więcej niż rok wcześniej, a sama kwota wzrosła o 329 mln zł. Średnia na jedną osobę: 151 zł.

Ta liczba wymaga od razu doprecyzowania, bo bez niego znaczy coś innego, niż się wydaje. Przekazanie 1,5 proc. nie uszczupla niczyjego portfela – to przekierowanie podatku, który i tak trzeba zapłacić. Jako pomiar hojności jest więc bezwartościowa. Mierzy natomiast coś, co dla tego tekstu jest ważniejsze: ile osób przy niemal zerowym koszcie i przy dostępnym sposobie wskazania celu faktycznie ten cel wskazuje. To ta sama gotowość, na której stoi każda zbiórka przy wyjściu z ekspozycji.

Punkt odniesienia leży rząd wielkości niżej i dotyczy już pieniędzy własnych. Największa polska platforma zbiórek internetowych w 2025 roku zebrała 197,2 mln zł z ponad 2,3 mln wpłat, przy średniej jednej wpłaty 84,6 zł. Darczyńca sięga tam do konta i robi przelew albo płaci BLIK-iem, a średnia wychodzi w pieniądzach, których nikt do żadnej puszki nie wrzuca.

Trzecia liczba stoi w poprzek obu. Według Barometru Humanitarnego z 2024 roku 52 proc. dorosłych Polaków i Polek wrzuciło w ostatnich dwunastu miesiącach pieniądze do puszki, ale tylko 9 proc. regularnie wspiera organizacje dobroczynne. Masa jednorazowych drobnych gestów przy marginalnej liczbie stałych zobowiązań. Instytucja kultury, która zbiera na miejscu, pracuje dokładnie na tej pierwszej grupie – jej przychód z darowizn powstaje z odruchu, który trwa tyle, ile droga od ekspozycji do wyjścia.

Co z tego wynika dla muzeum albo zoo: gotowość do wskazania celu jest w tym kraju policzona i rośnie. Wąskie gardło siedzi o jedno ogniwo dalej – w momencie, w którym odruch ma się spotkać z dostępnym sposobem zapłaty.

Zbiórka datków w muzeum stoi na instrumencie, który przestał krążyć

W punktach handlowo-usługowych w Polsce 71 proc. transakcji przechodzi bezgotówkowo, a 29 proc. gotówką. Płatności telefonem i zegarkiem to już 24 proc. wszystkich transakcji, wobec 18 proc. rok wcześniej – sześć punktów procentowych w jednym roku. Próba obejmuje punkty handlowo-usługowe, więc datku przy wyjściu z ekspozycji w niej nie ma; te liczby opisują powszedni nawyk płacenia w handlu i usługach.

Dwadzieścia dziewięć procent to wciąż prawie co trzecia transakcja, więc teza „gotówka umarła" byłaby półprawdą. Rzecz siedzi w rozmiarze kwoty. Datek jest transakcją najmniejszą z możliwych, a przy 2 czy 5 złotych gotówka wymaga nie tyle pieniędzy, ile akurat odpowiednich drobnych. Stuzłotówki nikt nie wrzuci, a reszta z karty zostaje na karcie.

Z tą resztą dzieje się przy okazji rzecz, która domyka obraz. Po Polsce krąży ponad 15 mld miedzianych monet, a petycje o wycofanie jedno- i dwugroszówek trafiają do banku centralnego regularnie. NBP sam ocenia zaokrąglanie cen przychylnie, bo „przyczyniłoby się do uproszczenia rozliczeń transakcji gotówkowych i jednocześnie ograniczyłoby koszty funkcjonowania rynku gotówkowego". Siedem państw strefy euro zaokrągla ceny i wygasza najmniejsze nominały. Nieoficjalne szacunki kosztu wyprodukowania jednogroszówki mieszczą się w przedziale 5–8 gr; NBP tych liczb oficjalnie nie potwierdza, więc trzeba je czytać z ostrożnością właściwą szacunkom.

Nawet więc gdyby instytucja chciała dalej zbierać monety, część nominałów, które do tej puszki wpadają, ma datę ważności wyznaczaną poza nią.

Co pokazuje Wielka Brytania i czego z tego nie wolno wyczytać?

Brytyjska Charities Aid Foundation opublikowała 16 marca 2026 roku raport, który mierzy to, czego w Polsce nikt nie bada. Łączna kwota darowizn spadła z 15,4 mld funtów w 2024 roku do 14 mld w 2025 – prawie 10 proc. w dół i pierwszy spadek od pięciu lat. Ważniejszy jest jednak trend dekady: odsetek osób przekazujących darowizny zjechał z 69 proc. w 2016 roku do 55 proc. w 2025. Średnia miesięczna darowizna spadła z 72 do 65 funtów, mediana z 28 do 26.

To dane z rynku brytyjskiego i porównywalnego pomiaru dla Polski nie ma. GUS nie publikuje odsetka darczyńców(-czyń) w tej formie, a polskie badania sondażowe operują na innych pytaniach i innych próbkach. Zestawienie brytyjskich 55 proc. z jakąkolwiek polską liczbą dałoby wynik bez znaczenia.

Brytyjskie dane warto przeczytać inaczej – jako opis tego, co dzieje się z instytucją zbierającą datki, kiedy do kłopotu z nośnikiem dochodzi kłopot z popytem. Na tym rynku ubywa jednocześnie darczyńców i pieniędzy na osobę: odsetek przekazujących spadł o 14 punktów procentowych w dekadę, a średnia miesięczna o 7 funtów w jeden rok. Polskie instytucje tej drugiej presji dziś nie mają – liczba osób kierujących 1,5 proc. podatku rośnie, a średnia wpłata na platformach zbiórkowych trzyma się blisko 85 zł. Wniosku, że polski popyt na dawanie jest bezpieczny, z tego nie wyciągniemy, bo mierzy się go innymi narzędziami. Wiadomo tyle, że dzisiejszy słaby wynik puszki ma w Polsce jedno wytłumaczenie mniej.

Ile kosztuje puszka, która przyjmuje kartę?

Jest w Polsce kategoria, która zmierzyła się z tym samym problemem sprzętowo i ma na to publicznie dostępny cennik: parafie.

Oferta jednego z operatorów płatności dla parafii, obowiązująca do końca 2024 roku: ofiaromat multimedialny 7 499 zł netto, prostszy terminal samoobsługowy 1 600 zł netto, abonament 0 zł przez pierwszych 12 miesięcy, potem 29 zł miesięcznie, prowizja 0,54 proc. plus 5 gr od transakcji, umowa na minimum 24 albo 36 miesięcy zależnie od wariantu.

Policzmy pełny koszt dwuletni wariantu multimedialnego: 7 499 zł plus dwanaście płatnych miesięcy abonamentu daje 7 847 zł netto za sprzęt razem z obsługą. Przy datku 5 zł, po potrąceniu prowizji z tego samego cennika, do instytucji wpada 4,92 zł – na pokrycie tych 7 847 zł potrzeba więc blisko 1 600 wpłat, po 66 miesięcznie przez dwa lata. W dużej parafii miejskiej taki wolumen jest osiągalny. Przy puszce mijanej przez kilkanaście osób dziennie nie ma na to szans, a tę skalę przyjmuję jako założenie, bo frekwencji w pojedynczym obiekcie nikt publicznie nie raportuje.

Drugi koszt widać dopiero po rozpisaniu go na kwoty. Opłata płaska 5 gr zachowuje się przy mikro-datkach inaczej niż procent:

  • datek 2 zł → opłata 6,1 gr, czyli 3,04 proc.
  • datek 5 zł → 7,7 gr, czyli 1,54 proc.
  • datek 10 zł → 10,4 gr, czyli 1,04 proc.
  • datek 50 zł → 32 gr, czyli 0,64 proc.

Między datkiem dwuzłotowym a pięćdziesięciozłotowym efektywna stawka różni się 4,75 raza, przy niezmienionym cenniku. Mechanizm jest prosty: kwota płaska nie skaluje się w dół, więc im mniejszy datek, tym większą jego część zabiera. W modelu wyłącznie procentowym – na stronie Paymove to 1,29 proc. przy 0 zł aktywacji i 0 zł abonamentu – ta sama dwuzłotówka kosztuje 2,6 gr, czyli 2,36 raza mniej. Granica opłacalności obu konstrukcji wypada przy 6,67 zł: powyżej tej kwoty tańsza jest opłata z członem płaskim, poniżej czysty procent. Datek wrzucany przy wyjściu z ekspozycji prawie zawsze mieści się poniżej.

Tę konstrukcję warto wybrać świadomie, bo w cennikach stoi ona zwykle w drugim wierszu, pod stawką procentową. Jeśli instytucja zbiera drobne kwoty, struktura opłaty waży więcej niż jej wysokość.

Zbiórka datków w gotówce ma własne obowiązki sprawozdawcze

Rzecz, o której przy puszce nikt nie myśli. Zbieranie gotówki w przestrzeni publicznej to zbiórka publiczna w rozumieniu ustawy z 14 marca 2014 roku: trzeba ją zgłosić przez portal zbiorki.gov.pl, złożyć sprawozdanie z przebiegu w ciągu 30 dni od zakończenia i sprawozdanie z rozdysponowania środków w ciągu trzech miesięcy od końca roku obrotowego. Przy zbiórce dłuższej niż rok sprawozdania są cykliczne, co pół roku.

Apele o przelew na konto, wpłaty online i zbiórki przez platformy internetowe zbiórką publiczną nie są i żadnego z tych obowiązków nie generują. Ustawa rozdziela obie formy wprost, a konsekwencja jest praktyczna: wpłata elektroniczna zostawia własny ślad w systemie rozliczeniowym i nie wymaga osobnej sprawozdawczości wobec ministerstwa.

Dla instytucji z własną fundacją albo celem społecznym to konkret, który da się wycenić w godzinach pracy jednej osoby w administracji. Przejście z puszki na płatność elektroniczną zdejmuje tę konkretną warstwę – sprawozdawczość fundacyjna i obowiązki organizacji pożytku publicznego zostają, a jeśli puszka stoi dalej, zostaje też obowiązek za nią.

14 milionów wejść, przy których dziś nie ma momentu zapłaty

W 2025 roku 994 muzea i oddziały muzealne odwiedziło 46,2 mln osób, o 4,2 proc. więcej niż rok wcześniej. Z tego 14,1 mln to wejścia nieodpłatne, a 7,4 mln na biletach zniżkowych; pełną cenę zapłaciło 24,7 mln odwiedzających.

Te 14,1 mln wejść, czyli 30,5 proc. całej frekwencji, to jedyna grupa, która przechodzi przez instytucję bez kontaktu z jakąkolwiek płatnością. Nie ma biletu, nie ma kasy, nie ma więc i momentu, w którym czyjakolwiek gotowość do wsparcia miałaby gdzie się zrealizować. Puszka przy wyjściu jest dziś jedyną propozycją skierowaną do tej grupy i jest to propozycja w instrumencie, który w punktach handlowo-usługowych obsługuje już tylko 29 proc. transakcji.

Paymove wchodzi w tej kategorii na warstwę, której system biletowy obiektu nie obsługuje, i samego systemu nie rusza: kod QR na nośniku albo widget na stronie, płatność BLIK-iem, Apple Pay albo Google Pay bez instalowania aplikacji i bez rejestracji, oraz możliwość doliczenia darowizny w tym samym przepływie, w którym kupuje się bilet. Strona wymienia datki wprost jako zastosowanie i podaje Zoo Gdańsk jako wdrożenie obejmujące bilety i darowizny. Model rozliczenia opublikowany na stronie to 1,29 proc. od transakcji przy 0 zł aktywacji i 0 zł abonamentu, czyli 2,6 gr przy datku dwuzłotowym.

Dołożenie kodu QR niczego samo z siebie nie podniesie i żadna z liczb w tym tekście tego nie obiecuje. Wpływu kanału bezgotówkowego na zbiórkę w polskiej instytucji kultury nikt publicznie nie zmierzył. Pewne jest coś mniejszego: dzisiejszy wynik takiej zbiórki opisuje możliwości jednego naczynia obsługującego jeden instrument płatniczy. O gotowości zwiedzających mówi tyle, ile zmieści się w kratce na monety.

Najtańsza rzecz, jaką instytucja może dziś zrobić, nie wymaga żadnego wdrożenia. Wystarczy sprawdzić w swoich danych, ile osób weszło w ostatnim roku nieodpłatnie, i zestawić to z kwotą, która wpadła do puszki. Jeśli z tego ilorazu wychodzą grosze na osobę, pytanie postawione na początku ma już odpowiedź. Padnie ona na przedmiot stojący przy wyjściu.