W lipcu 2026 roku Gryfów Śląski kupował jeden parkomat w miejsce urządzenia, które już się wysłużyło. Zamówienie prostego typu: dostawa, montaż, konfiguracja, uruchomienie. Wpłynęły trzy oferty. Firma z Wrocławia wyceniła całość na 31 980 zł, firma z Limanowej na 36 826 zł, firma z Krakowa na 184 500 zł. Burmistrz wybrał najtańszą.
Dwie oferty różnią się o 15%, trzecia jest prawie sześciokrotnie wyższa od najtańszej. Najwyższa może być zresztą uprzejmą odmową – firmy czasem wyceniają tak zlecenia, których nie chcą brać. Ale tyle właśnie gmina wie o cenie parkomatu w dniu otwarcia kopert: przedział od trzydziestu dwóch do stu osiemdziesięciu tysięcy i przekonanie, że wybrało się dobrze.
A cena z faktury jest najłatwiejszą częścią rachunku. Jedna liczba, jeden przelew, jeden rok budżetowy. Pytanie, którego przy podpisywaniu umowy nie zadaje prawie nikt, brzmi inaczej: ile to urządzenie będzie nas kosztowało, zanim się zużyje.
Ile kosztuje parkomat, gdy policzyć całą umowę?
Jest w Polsce jeden kontrakt, który podaje tę liczbę wprost, bo obejmuje pełny cykl życia urządzenia. W lipcu 2024 roku Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie podpisał umowę na 1910 parkomatów w Strefie Płatnego Parkowania Niestrzeżonego. Zakres: dostawa, montaż i pełnienie usługi operatora przez dziesięć lat. Wartość: 250 715 623,20 zł.
Zanim padnie liczba jednostkowa, trzy zastrzeżenia. Po pierwsze, w zakresie umowy mieści się także rola integratora płatności mobilnych dla całej strefy, więc nie każda złotówka z 250 mln przypada na sprzęt i jego serwis. Po drugie, dzielenie dziesięciu lat na dwie równe połowy zakłada, że koszt rozkłada się w czasie równo — a zakup urządzenia jest z natury zapłacony na początku. Po trzecie, to zamówienie o skali, jakiej w Polsce nie ma nigdzie indziej, więc cena jednostkowa nie powinna tam być wyższa niż w mniejszych postępowaniach.
Z tymi zastrzeżeniami: po podzieleniu kwoty przez liczbę urządzeń wychodzi około 131 tysięcy złotych na jeden parkomat przez dekadę, czyli 13 126 zł rocznie i mniej więcej 66 tysięcy w horyzoncie pięcioletnim.
Gryfowska faktura opiewała na 31 980 zł. Gdyby tamto urządzenie kosztowało w utrzymaniu tyle, co przeciętne z warszawskiej umowy, cena zakupu pokrywałaby niecałą połowę pięciolecia i jedną czwartą dekady. Czyli: kwota, którą gmina widzi w uchwale budżetowej i o której dyskutuje rada, to mniej więcej połowa tego, co ją czeka do 2031 roku.
Po odjęciu samego urządzenia na obsługę jednego parkomatu zostaje blisko 10 tysięcy złotych rocznie – 31% wartości urządzenia każdego roku. Komercyjni dostawcy sprzętu parkingowego podają w swoich materiałach, że roczny Total Cost of Ownership (TCO, czyli roczny koszt posiadania i użytkowania) mieści się w przedziale 15–30% wartości. Rachunek z realnej umowy publicznej przekracza górną granicę tego, co branża mówi o samej sobie – o ile porównywać kwoty na tej samej podstawie podatkowej, czego z obu źródeł nie da się potwierdzić.
Koszt parkomatu, którego nie widać w budżecie
Warszawa jest ekstremum skali. Dębica wygląda jak większość polskich stref. We wrześniu 2026 roku tamtejsza Komisja Rewizyjna przyjrzała się Strefie Płatnego Parkowania i opublikowała trzy lata liczb.
Wpływy: 535 213 zł (2023), 545 411 zł (2024), 513 948 zł (2025). Koszty funkcjonowania, odpowiednio: 97 865 zł, 99 005 zł, 107 425 zł. Przez trzy lata wpływy spadły o 4%, koszty wzrosły o 9,8%. W 2025 roku koszty pochłonęły 20,9% wpływów, wobec 18,3% dwa lata wcześniej. Strefa obsługuje 540 płatnych miejsc i 13 parkomatów – jedno urządzenie na czterdzieści miejsc, 952 zł wpływu z miejsca rocznie.
Jeśli cały koszt funkcjonowania przypisać urządzeniom, co jest uproszczeniem, bo mieści się w nim także kontrola, wychodzi 8 263 zł na parkomat rocznie. Dwie skale miasta, ten sam rząd wielkości: blisko 10 tysięcy w wyliczeniu z warszawskiej umowy, 8 263 zł w Dębicy. Osiem do dziesięciu tysięcy złotych rocznie za trzymanie jednego urządzenia przy drodze.
Najmocniejsza rzecz w całym dębickim sprawozdaniu wygląda przy tym na drobiazg. Wśród rekomendacji komisji znalazła się propozycja zmiany dnia obsługi bilonu z piątku na środę. To koszt gotówki sprowadzony do kalendarza: ktoś objeżdża trzynaście urządzeń, otwiera kasety, przelicza monety, wozi je i wpłaca. Ta czynność nie ma w budżecie własnej pozycji – siedzi w jednym wierszu „koszty funkcjonowania" razem z serwisem, energią, wymianą rolek i naprawami po zimie.
Uczciwie: w kontroli NIK z 2019 roku, obejmującej lata 2014–2018 i 17 miast, w żadnym dochody ze strefy nie były niższe od wydatków. Dębica to dziś potwierdza: pół miliona wpływów przy stu tysiącach kosztów. Pytanie nie dotyczy więc rentowności strefy. Dotyczy tego, ile z każdej wpłaconej złotówki zjada sam sposób jej pobierania, i czy te 20,9% to liczba nieruszalna, czy taka, na którą po prostu nikt nie patrzy.
Kaseta na monety dla jednego kierowcy na dwudziestu
Najdroższy element parkomatu to ta część, która przyjmuje bilon: mechanizm liczący, kaseta, zabezpieczenia, obsługa inkasa. I właśnie ona traci użytkowników najszybciej.
W Warszawie w 2023 roku gotówka odpowiadała za 14% transakcji w strefie. W połowie 2025 roku: 5%. Aplikacje mobilne w tym czasie urosły z 46% do 56%, karta spadła z 39% do 36%, doszedł BLIK z 3%. W lipcu 2025 roku miasto miało 2225 parkomatów, z czego 936 przyjmowało monety, a 1289 działało wyłącznie bezgotówkowo. Rzecznik Zarządu Dróg Miejskich Jakub Dybalski mówi o tym bez ogródek: „Utrzymywanie dużo droższych urządzeń z funkcją, z której nikt nie korzysta, byłoby niegospodarne".
Tylko że pięć procent to Warszawa. W Częstochowie gotówką płaci 29,54% kierowców(-czyń), w Gdańsku 15,8%. Ta sama funkcja, to samo urządzenie i sześciokrotnie różna użyteczność w zależności od miasta. Rzecznik częstochowskiego MZD Maciej Hasik stawia sprawę wprost: „Dla dobra kierujących jest jeszcze za wcześnie na podjęcie aż tak radykalnych kroków". Poznań poszedł w drugą stronę: monety przyjmuje tam 20% z 741 urządzeń, od września 2025 miało ubyć kolejnych 30, a nowa strefa na Ogrodach ma ruszyć bez parkomatów w ogóle.
Do tego dochodzi ograniczenie, którego żadna kalkulacja nie przeskoczy. Odpowiadając Rzecznikowi Praw Obywatelskich, Ministerstwo Infrastruktury stwierdziło w lipcu 2025 roku, że „Do obowiązku samorządów należy zapewnienie faktycznej możliwości uiszczenia opłaty za postój w strefie płatnego parkowania w formie gotówkowej każdemu, kto chce skorzystać z możliwości postoju w strefie", powołując się na przepisy o prawnym środku płatniczym. Miasto nie może więc po prostu usunąć wszystkich urządzeń przyjmujących monety, choćby rachunek bardzo je do tego namawiał. Może natomiast zdecydować, ile ich zostawia. To jest realna dźwignia kosztowa, mierzalna co do złotówki.
Po czternastu latach parkomat jest wart… 738 złotych
Zostaje pozycja rachunku, o której przy zakupie nie myśli nikt: co z tego zostaje na końcu.
W 2021 roku szczeciński operator strefy wystawił na sprzedaż 296 parkomatów użytkowanych od 2007 roku. Cena za sztukę: 738 zł – i była to cena wywoławcza, nie uzyskana. Wobec dzisiejszej ceny nowego urządzenia z gryfowskiego przetargu to 2,3% wartości po czternastu latach służby.
To zmienia sens horyzontu pięcioletniego. Pięć lat to mniej więcej połowa cyklu, którego druga połowa kończy się aukcją po siedemset trzydzieści osiem złotych. Parkomat przez cały okres użytkowania generuje koszt i praktycznie nie odzyskuje wartości – księgowo bliżej mu do floty służbowych drukarek niż do nieruchomości.
Co się zmienia, gdy urządzenia nie ma?
Model bez urządzenia zmienia nie wysokość kosztu, ale jego charakter – ze stałego na zmienny. Paymove podaje dla pierwszych dwunastu miesięcy porównanie 30 000 zł po stronie parkomatu wobec 1 450 zł po stronie kodu QR na tablicy, przy prowizji 3% od transakcji i płatności poniżej 20 sekund od zeskanowania. Te 30 000 zł po stronie parkomatu to rząd samej ceny zakupu, a nie pełen rachunek z poprzednich akapitów.
Przyłóżmy to do Dębicy, bo tylko tam mamy komplet liczb z jednego źródła. Roczny koszt jednego parkomatu w warszawskiej umowie to 13 126 zł. Po stronie kodu QR koszt bazowy wynosi 1 450 zł plus 3% od obrotu, więc obie strony zrównują się przy około 390 tysiącach złotych wpływów rocznie z jednego punktu poboru. W Dębicy na jeden parkomat przypada 39 534 zł wpływów – blisko dziesięć razy poniżej progu. Prowizja od tej kwoty to 1 186 zł, czyli siedmiokrotnie mniej niż przypisany urządzeniu koszt funkcjonowania.
Pięcioletniego kosztu parkomatu nie da się dziś sprawdzić, choć policzyć go łatwo – warszawska umowa dowodzi, że da się go zapisać w jednej kwocie na dziesięć lat. Blokadą jest układ ksiąg. Zakup idzie w inwestycje w roku, w którym rada o nim dyskutuje. Serwis, energia, inkaso i naprawy rozpływają się kilka lat później w „kosztach funkcjonowania strefy", gdzie nikt ich już nie przypisze do konkretnego słupka przy ulicy. Decyzja o kolejnym parkomacie zapada więc na podstawie jednej czwartej informacji.
Warszawa wie, ile płaci przez dekadę, bo zażądała tego w jednym postępowaniu. Gryfów wie, która oferta była najtańsza rano drugiego lipca. W paymove każdy wie, jaka jest stawka i koszty funkcjonowania jeszcze zanim pomyśli o zmianie.




