NOWOŚĆ

Milion na milion – 0 zł prowizji

paymove
Log inPL

Terminal płatniczy w firmie usługowej. Pełny rachunek za dwa lata umowy

Terminal za 0 zł przez rok, prowizja pokryta do 100 tys. zł obrotu. Przy 12 tys. miesięcznie kończy się w ósmym. Rozkład kosztów na 24 miesiące umowy.

Zespół Paymove
Terminal płatniczy w firmie usługowej — kiedy warto przyjąć płatność online

Program Wsparcia Obrotu Bezgotówkowego finansuje przedsiębiorcy terminal przez dwanaście miesięcy. Osobno Fundacja Polska Bezgotówkowa pokrywa koszty obsługi transakcji – ale tylko do 100 tysięcy złotych obrotu na urządzeniu. Dwa strumienie wsparcia, dwa różne liczniki, dwie różne daty wygaśnięcia.

Zasady w tym kształcie obowiązują od 1 stycznia 2023 roku. „Z uwagi na trudną sytuację małych przedsiębiorstw w czasie spowolnienia gospodarczego podjęliśmy decyzję – wspólnie z naszymi interesariuszami – o powrocie do finansowania terminali tradycyjnych i w telefonie przez 12 miesięcy" – mówiła wtedy Joanna Erdman, prezes Fundacji. Wcześniej, między marcem a grudniem 2022 roku, wsparcie trwało pięć miesięcy; jeszcze wcześniej dwanaście, ale na trzy urządzenia naraz. Kto dziś porównuje oferty w wyszukiwarce, trafia na wszystkie trzy wersje jednocześnie.

Sto tysięcy złotych rozłożone na dwanaście miesięcy to 8 333 zł obrotu miesięcznie. Salon z obrotem kartowym 12 tys. zł miesięcznie wyczerpie limit po ośmiu miesiącach z okładem i od dziewiątego zacznie płacić prowizję, choć za sam terminal nadal nie zapłaci nic. Detailing z 24 tys. zł – po czterech miesiącach z okładem. Lepsza sprzedaż skraca jedną połowę dofinansowania i nie rusza drugiej.

Koszt terminala płatniczego zaczyna się liczyć później niż umowa

Po zakończeniu wsparcia zaczyna się okres przejściowy. W kwietniu 2026 roku jeden z operatorów rozpisał go wprost: do 12 miesięcy z programu dokłada osiemnaście kolejnych, w których najem terminala albo utrzymanie aplikacji terminalowej kosztuje złotówkę miesięcznie, przy prowizji 0,55% od kart Visa i Mastercard oraz 0,39% od BLIK-a. Trzydzieści miesięcy, w których sam najem nigdy nie przekracza jednej złotówki. Prowizja przez ten czas biegnie normalnie – przy obrocie 24 tys. zł miesięcznie to 132 zł, czyli sto trzydzieści razy więcej niż pozycja, którą przedsiębiorca widzi w umowie jako cenę terminala.

To oferta jednego operatora z kwietnia tego roku, nie standard rynkowy, ale pokazuje, jak daleko w przyszłość potrafi się przesunąć moment, w którym pada pełna cena. Standardowa umowa dzierżawy zawierana jest na 12, 24 albo 36 miesięcy. Dwudziestoczteromiesięczna kończy się więc na sześć miesięcy przed końcem okresu preferencyjnego, czyli wtedy, gdy przedsiębiorca(-czyni) nadal nie zobaczył ani jednej pełnej faktury. Decyzja o przedłużeniu zapada na podstawie ceny, która jeszcze nie obowiązuje.

Ile ta cena wynosi, da się sprawdzić w materiałach operatorów: od 30 do 100 zł netto miesięcznie za dzierżawę urządzenia, plus prowizja „zazwyczaj od 0,5%", w której siedzi ustawowo ograniczona opłata interchange – 0,2% przy kartach debetowych i 0,3% przy kredytowych w Unii. Rozrzut między dolną a górną granicą abonamentu jest ponad trzykrotny. Operatorzy wymieniają, co na to wpływa: typ urządzenia, sposób użytkowania, warunki umowy, marża agenta rozliczeniowego. Żaden cennik nie podaje jednak, jak te czynniki przekładają się na stawkę dla konkretnej firmy – to ustala się w rozmowie.

Dochodzą pozycje warunkowe, których na stronach się nie podaje, bo mogą nie wystąpić. Poradnik dla mikroprzedsiębiorców z 2019 roku wylicza je w kolejności, która się od tamtej pory nie zdezaktualizowała: minimalny miesięczny próg transakcji, od którego zależy najlepsza taryfa, oraz kary za nieosiągnięcie umówionego obrotu. Ten sam poradnik wskazuje szczegół, którego w większości wzorów umów brakuje: przerwy serwisowe powinny wstrzymywać naliczanie progu, a zwykle tego nie robią.

Luty kosztuje tyle samo co lipiec

Dla części firm usługowych najdroższą pozycją w całej umowie jest miesiąc, w którym nic się nie dzieje.

Abonament jest kosztem stałym. Prowizja jest kosztem zmiennym. Firma o równym ruchu różnicy nie zauważy; firma sezonowa płaci pełną stawkę dwanaście razy w roku za urządzenie, które pracuje przez pięć. Mobilny serwis rowerowy, wypożyczalnia sprzętu, obsługa wesel, detailing pracujący pod otwartym niebem, gabinet prowadzony obok etatu – wszystkie mają w kalendarzu miesiące, w których terminal leży w szufladzie i kosztuje tyle samo co w szczycie sezonu. Przy dzierżawie 50 zł netto to 350 zł rocznie za siedem miesięcy bezruchu.

W badaniu na zlecenie Fundacji Polska Bezgotówkowa, opisanym przez fintek.pl 11 sierpnia 2026 roku, 48% badanych oczekuje płatności bezgotówkowej na lokalnych straganach i w sezonowych punktach sprzedaży, a 51% w wypożyczalniach sprzętu. Oczekiwanie klienta jest więc najwyższe dokładnie tam, gdzie przychód jest nierówny, a abonament równy.

Wcześniejsze badanie Fundacji pytało mikroprzedsiębiorstwa o największe wyzwania. W publikacji z 9 kwietnia 2026 roku 41% wskazało wzrost kosztów energii, po 40% koszty zatrudnienia i nowe podatki. W opublikowanych wynikach koszty obsługi płatności nie występują – nie wiadomo przy tym, czy w ogóle były w kafeterii odpowiedzi, więc to sygnał, nie dowód. Pięćdziesiąt złotych miesięcznie rozpuszcza się w tle razem z prądem i księgowością. Dopiero pomnożone przez dwadzieścia cztery robi się kwotą, o której warto rozmawiać. W próbie 75% firm działało w usługach, 74% to jednoosobowe działalności, a wśród firm z bezpośrednim kontaktem z klientem 87% miało terminal.

Ulga podatkowa działa w drugą stronę i warto ją policzyć dokładnie, bo bywa przeszacowana. Podatnicy zwolnieni z obowiązku ewidencji na kasie rejestrującej odliczą do 2 500 zł, pozostali do 1 000 zł – w roku poniesienia wydatku i w roku bezpośrednio następnym, nie bezterminowo. Podatnicy bezgotówkowi odliczą 200% wydatków, maksymalnie 2 000 zł. To odliczenie od podstawy opodatkowania, nie od podatku: sześćset złotych rocznego abonamentu mieści się w limicie w całości, ale realnie zmniejsza podatek o jakieś 72 zł przy skali i 114 zł przy stawce liniowej. W okresie preferencyjnym, gdy najem kosztuje złotówkę, odliczeniu podlega głównie prowizja – przy obrocie 12 tys. zł miesięcznie i stawce 0,55% to około 790 zł rocznie.

Rynek, który nie rośnie mimo darmowych urządzeń

Program działa dziewiąty rok. Według Fundacji objął ponad 550 tys. firm i instytucji, w których zainstalowano 713 tys. urządzeń (stan na początek 2026 roku). We wrześniu 2026 roku Fundacja podsumowała osobno część publiczną: prawie 22 tys. terminali w prawie 4 tys. urzędów i instytucji, ponad 12 mln transakcji bezgotówkowych w 2025 roku.

Dane NBP prowadzą w drugą stronę. Na koniec marca 2026 roku działało w Polsce 1,412 mln terminali – o 297 mniej niż kwartał wcześniej. Spadek liczby urządzeń jest symboliczny, bo to 0,02%. Istotniejsza jest druga liczba: firm z terminalem było 578,2 tys., o 5 tys. mniej niż w poprzednim kwartale, czyli blisko procent mniej w ciągu trzech miesięcy. Liczba punktów akceptujących karty spadła do 888,8 tys.

Te 550 tys. firm i instytucji to liczba narastająca od 2018 roku – ile podmiotów kiedykolwiek przystąpiło do programu. 578,2 tys. to stan na jeden dzień. Zestawione obok siebie kuszą wnioskiem, że prawie wszyscy uczestnicy zostali, i tego wniosku wyciągać nie wolno, bo dane na to nie pozwalają. Wejścia do programu są liczone co roku. Wyjść po okresie preferencyjnym nie liczy nikt – publicznego rozbicia kwartalnego spadku na zamknięcia działalności, zmiany operatora i rezygnacje po prostu nie ma.

Na tle liczby firm wygląda to tak. GUS podał 15 września 2026 roku, że w II kwartale działało w Polsce 2 896 481 aktywnych przedsiębiorstw, z czego około 96% to mikrofirmy. Terminal ma więc jedna firma na pięć (dane z sąsiadujących kwartałów, więc wskaźnik jest raczej zaniżony niż zawyżony). Reszta, ponad 2,3 mln podmiotów, przyjmuje pieniądze inaczej albo nie przyjmuje ich osobiście wcale. W populacji z bezpośrednim kontaktem z klientem nasycenie wygląda zupełnie inaczej – stąd te 87% z badania Fundacji przy 20% w całym rejestrze.

Co widać w kategoriach, w których terminal nigdy nie stanął?

W rozmowie handlowej mieszają się dwie sytuacje. Firma, która już ma terminal i wychodzi z umowy, liczy koszt wyjścia. Firma, która terminala nigdy nie postawiła, liczy koszt wejścia – i to jej dotyczy ta ponad dwumilionowa reszta.

Dla tej drugiej rynek ma dziś odpowiedź poza modelem abonamentowym. Czytnik kupowany na własność za 75 zł netto, prowizja 1,49% od transakcji, brak umowy terminowej i miesięcznego minimum – koszt wejścia spada do ceny jednej wizyty w gabinecie, a reszta rachunku jest proporcjonalna do sprzedaży. Prowizja jest wyższa niż w ofertach preferencyjnych; tyle kosztuje brak zobowiązania. Przy 12 tys. zł obrotu kartowego miesięcznie wychodzi 179 zł prowizji zamiast 66 zł przy stawce 0,55% – z tym że stawka 0,55% obowiązuje osiemnaście miesięcy, a potem punktem odniesienia jest znowu „od 0,5%" bez podanej górnej granicy, plus abonament.

Model bez urządzenia idzie dalej: znika także sprzęt. W paymove klient skanuje tabliczkę z kodem QR i płaci BLIK-iem, Apple Pay albo Google Pay ze swojego telefonu, a kwotę wpisuje się w aplikacji po wykonanej usłudze – co pasuje do warsztatu i salonu, gdzie cena jest znana dopiero na końcu. Opłata pojawia się dopiero przy transakcji.

Kalkulator na stronie pokazuje przy obrocie 80 tys. zł miesięcznie oszczędność do 11 520 zł rocznie, czyli 1,2% obrotu. Liczba stoi na jednym założeniu: marża, którą przedsiębiorca(-czyni) oddaje dziś operatorowi terminala, zostaje u niego, a opłata jest doliczana po stronie płacącego. To szacunek dla kategorii, zależny od obrotu, liczby transakcji i warunków dotychczasowej umowy. Dwie rzeczy zostają przy tym bez zmian. Obowiązek fiskalny wynika z rodzaju działalności, więc kasa fiskalna i paragon zostają po stronie firmy dokładnie tak samo jak przy terminalu i przy gotówce. A opłatę po stronie płacącego klient zobaczy na ekranie telefonu – to zmiana widoczna także dla niego.

Co z tego wynika przed podpisem?

Rachunek za dwa lata umowy terminalowej składa się z pozycji, z których każda osobno jest za mała, żeby ją zauważyć, a pojawiają się w różnych miesiącach: prowizja po wyczerpaniu limitu obrotu, abonament po zakończeniu wsparcia, opłata minimalna w miesiącu bez sprzedaży, kara za nieosiągnięcie progu, koszt wyjścia przed terminem. Suma bywa czterocyfrowa i nikt jej nie pokazuje w jednym miejscu, bo takiego miejsca w ofercie nie ma.

Wszystkie te pozycje da się jednak sprowadzić do jednego żądania przy stole: wpisania do umowy kwoty abonamentu i stawki prowizji obowiązujących od trzydziestego pierwszego miesiąca, razem z datą, od której zaczynają biec. Handlowiec albo ma te liczby w cenniku, albo musi po nie zadzwonić. To, ile trwa ten telefon, mówi o ofercie więcej niż cała prezentacja.