Jest w handlu internetowym jedna liczba cytowana częściej niż jakakolwiek inna i od dwudziestu lat niezmienna. Siedemdziesiąt procent koszyków zostaje porzuconych. Powtarza ją każda prezentacja o konwersji, każdy webinar o UX i każda wiadomość od narzędzia, które obiecuje te koszyki odzyskać.
Rzadziej pada pytanie, skąd ta liczba pochodzi i jaka jej część w ogóle należy do sklepu. Bo jeśli porzucenie koszyka jest w większości decyzją, której sprzedawca nie miał jak zatrzymać, to pole gry całej optymalizacji jest znacznie węższe, niż się je reklamuje. A jeśli naprawialna reszta skupia się w jednym miejscu procesu, to warto wiedzieć w którym, zanim wyda się budżet na wszystkie pozostałe.
Siedemdziesiąt procent liczone od 2006 roku
Benchmark pochodzi z zestawienia Baymard Institute, które uśrednia 50 badań nad porzuceniami koszyka. Wynik: 70,22%. Najciekawszy jest w tym zestawieniu zakres czasowy → od 2006 roku do sierpnia 2025. Średnia obejmuje więc epokę sprzed BLIK-a, sprzed Apple Pay i sprzed smartfona jako głównego urządzenia zakupowego. Liczba, którą wkleja się dziś do prezentacji o checkoucie w 2026 roku, jest starsza niż większość sklepów, które ją cytują.
Druga rzecz z tych samych badań waży więcej. W pomiarze ilościowym instytutu 42% osób, które porzuciły koszyk, podało powód „tylko oglądałem(-am), nie byłem(-am) gotowy(-a) na zakup". Autorzy piszą wprost, że tej części odzyskać się praktycznie nie da, bo koszyk pełnił tam funkcję listy życzeń. Zbyt długi albo zbyt skomplikowany proces finalizacji odpowiadał za 17%.
Przeliczmy to na sto rozpoczętych koszyków, bo w tej skali sklep podejmuje decyzje. Siedemdziesiąt odpada. Z tych siedemdziesięciu około dwadzieścia dziewięć to przeglądanie, a około dwanaście to proces, który był za długi. Tę arytmetykę robię sam, w żadnym raporcie jej nie ma, i zakłada ona, że struktura powodów jest w każdym sklepie taka sama, co pewnie nieprawda. Rząd wielkości pozostaje jednak czytelny: naprawialna część leży bliżej dwunastu koszyków на sto niż siedemdziesięciu.
Ta proporcja wygląda źle dokładnie do momentu, w którym dołoży się do niej punkt odniesienia. Ten sam instytut szacuje, że sama poprawa projektu checkoutu daje dużym sklepom średnio 35,26% wzrostu konwersji. Dwanaście koszyków na sto to niewiele wobec siedemdziesięciu i bardzo dużo wobec tego, ile zwykle wyciska się z kolejnej zmiany w kampanii.
Polski pomiar mówi 55 procent i mierzy coś zupełnie innego
Świeże dane krajowe są z początkу października, od Minds & Roses dla Mastercard:: 55% kupujących porzuciło koszyk co najmniej raz w ciągu ostatniego roku.
Zestawienie tych 55% z globalnymi 70,22% kusi i jest błędem. Pierwsza liczba mierzy ludzi, druga koszyki. 70,22% to udział porzuconych koszyków we wszystkich rozpoczętych, a 55% to odsetek osób, któryм zdarzyło się to choć raz przez dwanaście miesięcy. Z polskiego wyniku wynika przede wszystkim jedno: 45% kupujących(-ych) nie przerwało zakupu ani razu przez cały rok. O tym, jak często porzuca pozostałe 55%, badanie milczy, a przy mniej więcej kilkunastu zakupach rocznie na osobę różnica między „raz” a „za każdym razem” decyduje o całym rachunku.
Wartość tego badania leży zresztą gdzie indziej niż w samym wskaźniku. Pyta o moment. Wyboru sposobu dostawy nie przeszło 36% porzucających, wyboru metody płatności 34%, a wymogu założenia konta 31%. Trzy ekrany, które w typowym sklepie następują po sobie w ciągu dwóch minut, zbierają więc niemal cały odpad z finalizacji. Powody też są konkretne: 30% wskazało brak preferowanej metody płatności, 24% zbyt długi albo uciążliwy proces zapłaty.
Winowajcą jest koszt wysyłki. Dlaczego więc odpada się przy płatności?
Obiegowa odpowiedź na pytanie o porzucenia ma w Polsce mocne poparcie w danych. W raporcie „E-commerce w Polsce 2026" (Gemius z IAB Polska, badanie CAWI на 1874 internautach, z czego 1768 kupowało online, 14–22 lipca 2026) 47% kupujących zmienia sklep albo rezygnuje z zakupu z powodu kosztu wysyłki lub braku darmowej dostawy, 44% z powodu ceny produktu, a 30% przez długi czas dostawy.
Obie listy są poprawne i opisują dwie różne rzeczy. Pytanie o powód dostaje odpowiedź o cenie, bo cena jest racjonalizacją, którą najłatwiej podać ankieterowi i w którą sam porzucający wierzy. Pytanie o moment dostaje odpowiedź o procesie, bo moment widać na ekranie i da się go wskazać palcem. Sklep, który czyta tylko pierwszą listę, optymalizuje próg darmowej dostawy → kosztowny ruch, bo płaci za niego marżą na każdym zamówieniu. Sklep, który czyta obie, ma jeszcze drugi odcinek, znacznie tańszy w naprawie.
Rachunek za zwlekanie rośnie przy tym sam z siebie. Udział sprzedaży przez internet w sprzedaży detalicznej wyniósł w lipcu 2026 roku 8,9% wobec 8,6% rok wcześniej, a sama sprzedaż online urosła o 9,0% rok do roku przy 3,9% wzrostu całego handlu detalicznego. Kanał rośnie ponad dwa razy szybciej niż handel w ogóle, więc ten sam procent odpadu w finalizacji kosztuje co roku realnie więcej.
Porzucone koszyki e-commerce mają w Polsce jeden lokalny parametr: 53 procent płaci BLIK-iem
Struktura płatności jest u nas inna niż w badaniach, z których policzono światową średnią. Według tego samego raportu Gemiusa 53% kupujących najczęściej płaci BLIK-iem, 13% szybkim przelewem, a 10% kartą. Z BLIK-a skorzystało w ciągu roku 67% kupujących online i dla ponad połowy jest to metoda podstawowa.
Teraz liczba, która z tym sąsiaduje niewygodnie: 31% badanych przez Minds & Roses płaciło w ostatnim roku kartą online, ręcznie wpisując pełne dane. Wśród osób, które porzuciły koszyk, 30% jako powód podało brak preferowanej metody płatności. Dominująca metoda i metoda najbardziej kłopotliwa w obsłudze występują więc w tym samym koszyku, zwykle на tym samym ekranie.
Konsekwencja techniczna tej struktury jest ważniejsza niż sam ranking. Metoda, którą płaci ponad połowa polskiego rynku, nie wymaga, żeby kupujący(-a) opuścił(a) stronę sklepu. Potwierdzenie i tak dzieje się w aplikacji bankowej, więc strona pośrednika niczego w tej ścieżce nie dodaje poza jednym przeładowaniem w obcej domenie.
Osiem punktów procentowych, pod któryми nie ma opisu metody
Twardego, niezależnego pomiaru tego jednego kroku na polskim rynku nie ma. Są za to dane operatorów i warto je czytać dokładnie tak, Jak czyta się dane producenta o własnym produkcie. Analiza ponad 70 tys. transakcji ze sklepów na jednej platformie sklepowej, z lutego i marca 2026, podaje przy płatności BLIK-iem bez wychodzenia ze sklepu wzrost konwersji o średnio 8 p.p., najwyżej w odzieży i obuwiu, najniżej w zdrowiu i urodzie oraz w kategorii dom i ogród. Dla kart różnica wynosi 12 p.p. przy około 7-procentowym udziale kart w próbie. Średnia wartość zamówienia w tym zbiorze to 220 zł.
Czego w tej analizie nie ma, to opisu punktu odniesienia. Nie wiadomo, czy porównano te same sklepy przed zmianą i po niej, czy różne sklepy między sobą, a to dwa zupełnie inne pomiary: w drugim przypadku wynik mówi tyle samo o tym, które sklepy wdrażają nowsze integracje, co o samej integracji. Bez tego 8 p.p. jest przesłanką, nie dowodem.
Modal przesuwa przekierowanie o jeden krok i nie usuwa go z każdej metody płatności
Techniczna strona sprawy jest mniej spektakularna, niż brzmi obietnica „płatności bez opuszczania sklepu". U nas ta ścieżka wygląda tak: widget przeglądarkowy otwiera checkout w modalu, czyli w ramce osadzonej na stronie sprzedawcy, a przekierowanie zostaje wariantем, który włącza się jednym parametrem. Płatność tworzymy po stronie serwera, a o tym, czy pieniądze rzeczywiście doszły, rozstrzyga podpisany webhook. Zdarzeniu w interfejsie przeglądarki dajemy w dokumentacji status sygnału dla warstwy wizualnej, nic więcej.
Ograniczenia wypisaliśmy w tej samej dokumentacji i akurat one decydują o tym, ile z obietnicy zostaje. Część banków w opcji pay by link oraz PayPo i tak otwiera własne okno. Apple Pay w modalu wymaga u nas weryfikacji domeny plikiem Apple i bez niej nie zadziała. Sam modal wymaga HTTPS po stronie sklepu. Dla BLIK-a i portfeli ścieżka zostaje w domenie sprzedawcy, dla przelewu tradycyjnego wychodzi poza nią → i tyle dokładnie wynosi realny zakres zmiany. Hasło „płatność bez opuszczania sklepu" obiecuje w tym miejscu więcej, niż da się zrobić.
Nasz cennik dla tej linii jest publiczny i ma jedną cechę istotną dla rachunku porzuceń: bierzemy 1,29% od transakcji, bez aktywacji, bez abonamentu, bez umowy terminowej i bez opłaty za odejście. Opłaty stałej od transakcji nie pobieramy, więc efektywna stawka nie zależy у nas od wielkości koszyka. Przy cennikach dwuskładnikowych („procent plus kwota") jest odwrotnie, a przy średnim zamówieniu rzędu 220 zł ta różnica robi się widoczna właśnie w kategoriach z niskim koszykiem.
Odzyskiwalna część porzuconych koszyków jest mała i właśnie dlatego trzeba ją zmierzyć
Sklep, który chce z tego wyciągnąć decyzję, potrzebuje trzech liczb, i żadnej z nich nie znajdzie w cudzym raporcie.
Pierwsza: ilu kupujących(-ych) dociera do ekranu płatności i ilu z nieго wychodzi. To jedyny odcinek, w którym zamiar zakupu jest już potwierdzony, więc każde porzucenie tutaj waży więcej niż dziesięć porzuceń на liście produktów. Druga: jak ten odsetek rozkłada się на metody płatności. Jeśli BLIK zachowuje się inaczej niż przelew, odpowiedź na pytanie o przekierowanie siedzi we własnych danych i żadna cudza analiza jej nie zastąpi. Trzecia: ile zamówień przepada między potwierdzeniem w aplikacji bankowej a powrotem do sklepu, bo to właśnie ten fragment ścieżki sklep oddaje w cudze ręce i zwykle nie ma go w żadnym własnym raporcie.
Dopiero po tych trzech pomiarach dyskusja o modalu, wtyczce albo SDK ma sens ekonomiczny. Przed nimi jest wyborem technologii pod tezę, której nikt nie sprawdził.



